List do wczorajszego dnia
Arkadiusz
ok. 8 minut czytania

Drogi Wczoraj,
Piszę do Ciebie rano, kiedy jeszcze pachniesz kawą i niedokończonymi rozmowami. Nie po to, żeby Cię sądzić — tego nie lubię w listach. Po to, żeby coś wreszcie powiedzieć na głos, co zostawiłeś we mnie bez podpisu.
Byłeś dniem, który niby niczego nie oznaczał. Spotkania, maile, drobne decyzje, godzina, w której nagle poczułem, że nie chcę już odpowiadać. Wieczorem powiedziałem sobie, że po prostu byłem zmęczony. Dopiero dziś widzę, że to zmęczenie miało kierunek — że nie było tylko brakiem energii, ale sygnałem, że coś w moim tempie nie gra.
Augustyn w Wyznaniach opisywał czas jako coś, co rozumiemy dopiero wtedy, gdy już minęło — że teraźniejszość jest jak cienka linia między tym, czego nie da się dotknąć, a tym, co już nie istnieje. Nie chcę tu pisać teologii. Chcę powiedzieć coś prostsze: wczoraj zostawiło we mnie ślady, których wczoraj nie umiałem nazwać, bo jeszcze byłem w środku.
W moim własnym życiu najczęściej odkładam takie sygnały na później. Wczoraj rano coś we mnie mówiło, żeby nie zaczynać dnia od skrzynki mailowej — a ja i tak zacząłem. Wczoraj po południu ramiona były wyżej niż zwykle, a ja uznałem to za siedzenie. Wczoraj wieczorem poczułem ulgę, kiedy odwołała się rozmowa, którą „powinienem” odbyć — i potraktowałem tę ulgę jak lenistwo, nie jak informację.
Może Ty, Wczoraj, nie jesteś adresatem, który odpowie. Może list do Ciebie to tylko sposób, żeby dziś usłyszeć to, co wczoraj brzmiało zbyt cicho.
Sygnały z wnętrza rzadko krzyczą w chwili, w której powinniśmy je słyszeć. Częściej zostawiają notatkę na stole — i wracają do niej dopiero rankiem.
List miesięczny
Piszę te eseje powoli — jeden tekst na miesiąc. Jeśli chcesz iść dalej tą samą drogą, zostaw swój adres. Kolejny list przyjdzie, kiedy będzie gotowy — bez pośpiechu i bez zalewania skrzynki.
Zauważyłem, że sygnały z wnętrza rzadko krzyczą w chwili, w której powinniśmy je słyszeć. Częściej zostawiają notatkę na stole — ściągniętą szczękę, płytszy oddech, nagłe milczenie w głowie — i wracają do niej dopiero rankiem, kiedy wczoraj już jest gościem, a nie gospodarzem.
Seneka pisał do Lucyliusza, że każdy dzień powinien być traktowany jak całe życie — że rano można obudzić się na nowo, nie czekając na styczeń. Lubię tę myśl, choć brzmi jak zbyt piękna obietnica. Dla mnie bliższe jest coś skromniejszego: że każde wczoraj zostawia paczkę niewysłanych wiadomości, a poranek jest jedynym oknem, w którym można je jeszcze otworzyć, zanim znowu zaczniemy biec.
Spróbuj jutro
Jutro rano, zanim sięgniesz po telefon, przypomnij sobie jedno wczorajsze moment — nie to, co było ważne w kalendarzu, lecz to, co ciało zarejestrowało bez komentarza. Zmęczenie, ulgę, napięcie, nagłe „nie chcę”. Zapisz jedno zdanie. Nie po to, żeby coś naprawić — po to, żeby wczoraj wreszcie dostało adres.
Nie wiem, czy Ty, Wczoraj, wrócisz w tej samej formie. Pewnie nie. Każde wczoraj jest inne, choćby miało ten sam kolor nieba. Ale wiem, że jeśli nie napiszę do Ciebie listu, Twój głos zostanie w moim ciele jeszcze dłużej — bez daty, bez podpisu, bez prawa do odpowiedzi.
Dziękuję Ci za to, co zostawiłeś. Nawet za to, czego nie chciałem wtedy słyszeć.
Gdybyś dziś napisał list do wczorajszego dnia —
co by było pierwszą linijką?
Źródła, do których wracam
- Augustyn, Wyznania, przeł. T. Sinko, PWN — rozdziały o czasie i pamięci (ks. XI)
- Seneka, Listy moralne do Lucyliusza, przeł. M. Brożek, PWN — list LXXXIII o każdym dniu jako całym życiu
- Eugene Gendlin, Focusing, Wydawnictwo Feeria — o ciele jako nośniku wiedzy poprzedzającej słowa


