Mój brzuch prowadzi briefing
Arkadiusz
ok. 8 minut czytania

Mój brzuch ma lepsze wyczucie terminów niż ja. Nie mówię tego z dumy. Mówię to z rezygnacją człowieka, który przez lata wierzył, że to on planuje dzień, a okazuje się, że planuje go organ, który nie czyta kalendarza i nie ma dostępu do Notion.
Zdarza się to zawsze w tej samej scenografii: poranek, kuchnia, pierwsza kawa jeszcze za gorąca, a ja już układam w głowie listę zadań godną ministerstwa spraw wewnętrznych. Wchodzę do pokoju z poczuciem, że dzień ma sens, strukturę i przynajmniej trzy priorytety. Wtedy mój brzuch robi coś, co najlepiej opisać jako briefing bez zaproszenia. Nie boli. Nie krzyczy. Po prostu — jakby ktoś cicho zamknął drzwi sali konferencyjnej i powiedział: „Dziś nie”.
Przez lata ignorowałem te briefinge z gracją polityka ignorującego raporty. Brzuch mówi „nie idź na to spotkanie”, ja idę, bo umówiłem się dwa tygodnie temu. Brzuch mówi „nie podpisuj dziś”, ja podpisuję, bo termin. Brzuch mówi „nie odpowiadaj teraz na tego maila”, ja odpowiadam, bo inaczej będzie wisiał. A potem przez resztę dnia czuję się, jakbym wszedł do niewłaściwego pokoju w własnym domu i udawał, że to salon.
Starożytni Rzymianie mieli augurów — kapłanów, którzy czytali wolę bogów w locie ptaków i wnętrznościach zwierząt. Brzmi dziś jak stand-up, ale chodziło im o coś poważnego: o wiedzę, która przychodzi z zewnątrz języka. Nie twierdzę, że mój brzuch jest augurem. Twierdzę tylko, że jeśli kiedykolwiek miałem w domu doradcę strategicznego, to właśnie jego — tylko że doradca ten nie wysyła maili, tylko robi delikatne „nie” w okolicach pępka.
W moim własnym życiu punkt zwrotny nastąpił niespodziewanie prozaicznie. Miałem jechać na spotkanie, które „logicznie” miało sens — dobry projekt, miła osoba, rozsądna godzina. Rano brzuch był spokojny jak jezioro. Wsiadłem do samochodu. Po trzech minutach jechałem dalej, ale już z brzuchem, który nagle przypominał sobie, że jest też częścią mnie. Zawróciłem. Nie dlatego, że miałem olśnienie. Dlatego, że nie chciałem spędzić godziny w rozmowie z kimś, podczas gdy mój brzuch robił miny w tle jak nieszczęśliwy statysta.
Intuicja nie zawsze brzmi jak głos z nieba. Czasem brzmi jak burczenie i uparta odmowa współpracy z własnym kalendarzem.
List miesięczny
Piszę te eseje powoli — jeden tekst na miesiąc. Jeśli chcesz iść dalej tą samą drogą, zostaw swój adres. Kolejny list przyjdzie, kiedy będzie gotowy — bez pośpiechu i bez zalewania skrzynki.
Od tamtej pory traktuję poranne briefinge z większą powagą — choć nadal z lekkim poczuciem absurdu. Intuicja nie zawsze brzmi jak głos z nieba. Czasem brzmi jak burczenie i uparta odmowa współpracy z własnym kalendarzem. Antonio Damasio pisał o markerach somatycznych — cielesnych sygnałach, które barwią decyzje, zanim umysł zdąży je uzasadnić. Gdybym miał napisać wersję felietonową jego teorii, brzmiałaby właśnie tak: mózg myśli, brzuch wie, a ja przez lata udawałem, że jestem jedynym szefem projektu.
Nie proponuję, żeby każdy z nas zaczął słuchać brzucha jak wyroczni. Brzuch też się myli — zwłaszcza po złej kolacji i przed trudną rozmową, która słusznie go ściska. Różnica polega na tym, że teraz przynajmniej zapraszam go na spotkanie. Nie z głosem decydującym — z głosem doradczym. Coś jak asystent, który nie ma tytułu, ale ma dostęp do danych, których ja nie widzę.
Spróbuj jutro
Jutro rano, zanim ułożysz plan dnia, zapytaj brzuch — dosłownie, choćby w myślach: „Jak ty to widzisz?”. Nie oczekuj odpowiedzi werbalnej. Poszukaj tylko pierwszego „tak” albo pierwszego „nie” w ciele. Jeśli przy jednym zadaniu coś się ściśnie albo rozluźni — zanotuj to. Nie musisz zmieniać planu. Wystarczy, że ktoś oprócz kalendarza dostał głos.
Mój brzuch nadal nie czyta kalendarza. Nadal nie ma LinkedIna. Nadal prowadzi briefinge bez agendy i bez PowerPointa. Ale odkąd przestałem traktować go jak przeszkodę w produktywności, a zacząłem jak współlokatora z własnym stylem komunikacji — dzień bywa mniej heroiczny, a bardziej mój.
A kiedy czasem i tak zignoruję jego radę — bo życie ma swoje terminy — przynajmniej wiem, że zignorowałem coś konkretnego, a nie mglisty „niepokój”, który potem muszę tłumaczyć sam sobie przez trzy dni.
Kto u Ciebie prowadzi poranne briefinge — kalendarz, czy coś cichszego, co jeszcze nie nauczyło się mówić po polsku?
Źródła, do których wracam
- Antonio Damasio, Błąd Kartezjusza. Emocje, rozum i ludzki mózg, Rebis — o markerach somatycznych
- Mary Beard, SPQR. Historia starożytnego Rzymu, Wydawnictwo Poznańskie — o augurach i wieszczeniu w kulturze rzymskiej
- Eugene Gendlin, Focusing, Wydawnictwo Feeria — o ciele jako źródle wiedzy poprzedzającej słowa


