Wąż, który nie zrzuca skóry
Arkadiusz
ok. 8 minut czytania

W dawnych kulturach wąż rzadko był tym, kim jest dla nas dzisiaj. Zanim stał się symbolem podstępu, przez tysiące lat — od Mezopotamii po Grecję — był symbolem odnowy. Powód był prosty i każdy mógł go zobaczyć na własne oczy: wąż zrzuca skórę. Wychodzi z siebie samego i idzie dalej, zostawiając za sobą coś, co jeszcze niedawno było nim. Grecy owinęli go wokół laski Asklepiosa, boga sztuki leczenia, i ten znak do dziś wisi nad aptekami — choć mało kto pamięta, że mówi on właśnie o tym: uzdrowienie i przemiana to w gruncie rzeczy jedno słowo.
Nietzsche, który lubił sięgać po stare symbole, ujął to ostrzej, po swojemu: wąż, który nie może zrzucić skóry, ginie.
Wracam do tego obrazu za każdym razem, gdy rozmawiam z kimś, kto czuje, że z czegoś wyrósł — z roli, z pracy, ze sposobu życia — a mimo to trwa, bo stara skóra jest przynajmniej znajoma. Znam to trwanie od środka. Sam nosiłem kiedyś przez dobrych kilka lat życie, które skończyło mi się znacznie wcześniej, niż byłem gotów to przyznać. Z zewnątrz wszystko się zgadzało. W środku było coraz ciaśniej — a ciasnota, jak zauważyłem dopiero później, ma swoje objawy: drażliwość bez powodu, zmęczenie nieproporcjonalne do wysiłku, dziwną zazdrość wobec ludzi, którzy coś w swoim życiu ruszyli.
Antropologia ma dla tego procesu piękną mapę. Arnold van Gennep, badając na początku XX wieku obrzędy najróżniejszych kultur, zauważył, że rytuały przejścia — od inicjacji po wesela i pogrzeby — mają wszędzie tę samą, trójdzielną budowę: oddzielenie od starego, fazę przejściową i włączenie w nowe. Victor Turner, który rozwinął tę myśl pół wieku później, nazwał środkową fazę liminalną — od łacińskiego limen, próg. I opisał ją jako stan zawieszenia: człowiek liminalny nie jest już tym, kim był, a jeszcze nie jest tym, kim będzie. Jest pomiędzy.
Dlaczego uważam to za jedną z najważniejszych rzeczy, jakie wyczytałem o zmianie? Bo dawne kultury wiedziały coś, o czym my zapomnieliśmy: faza pomiędzy jest częścią procesu, nie jego awarią. Młodych ludzi w rytuałach inicjacyjnych wyprowadzano poza wioskę właśnie po to, żeby przez jakiś czas byli nikim — bo bez tego „nikim” nie mogli stać się kimś nowym. Dziś, kiedy człowiek jest pomiędzy — po odejściu, przed nowym; po końcu, przed początkiem — traktuje ten stan jak porażkę, którą trzeba jak najszybciej zamaskować. Pytany „co teraz robisz”, odpowiada przepraszającym tonem. A przecież odpowiada z progu — z miejsca, które każda tradycja przejścia uważała za święte, choć niewygodne.
Wąż nie zrzuca skóry, bo poradnik mu kazał ani bo sąsiedni wąż już zrzucił. Zrzuca ją, kiedy stara przestaje mieścić to, czym się stał — ani dnia wcześniej.
List miesięczny
Piszę te eseje powoli — jeden tekst na miesiąc. Jeśli chcesz iść dalej tą samą drogą, zostaw swój adres. Kolejny list przyjdzie, kiedy będzie gotowy — bez pośpiechu i bez zalewania skrzynki.
Jest jednak w tym wszystkim pułapka, o której chcę powiedzieć uczciwie. Kultura, w której żyjemy, zrobiła z rozwoju przykaz. „Wyjdź ze strefy komfortu” stało się hasłem sprzedażowym, a nieustanna przemiana — kolejnym punktem na liście zobowiązań, z którego można się nie wywiązać. To nie jest zmiana, o której piszę. Rozwój, który wynika z porównania, jest tylko nową ciasnotą.
Jak odróżnić jedno od drugiego? Nie mam pewnej odpowiedzi, ale mam pytanie, które zadaję sobie od lat i które jeszcze nigdy mnie nie okłamało: czy to, co mnie uwiera, uwiera od środka, czy od zewnątrz? Ciasnota od środka to sygnał, że coś we mnie urosło i potrzebuje miejsca. Ciasnota od zewnątrz to zwykle cudzy głos — oczekiwanie, moda, porównanie — który tylko udaje mój.
Spróbuj jutro
Jeżeli jesteś teraz w miejscu, które zaczyna być za ciasne, nie musisz dziś niczego zrzucać. Zacznij od czegoś mniejszego: od nazwania tego po imieniu. Powiedz sobie — choćby tylko sobie — „wyrastam z tego”. Bez planu, bez terminu, bez wypowiedzenia na stole. Z mojego doświadczenia wynika, że to jedno zdanie uruchamia więcej, niż się wydaje.
Nazwane rzeczy zaczynają się układać; nienazwane tylko cisną. A faza progu, jeśli po nazwaniu przyjdzie — przyjdzie we własnym rytmie. Wąż też nie zrzuca skóry w jeden dzień.
Z czego wyrastasz teraz, w tym rozdziale swojej historii?
I czy uwiera Cię to od środka — czy tylko ktoś z zewnątrz przymierza Ci cudzą skórę?
Źródła, do których wracam
- Arnold van Gennep, Obrzędy przejścia, przeł. B. Biały, PIW — zwłaszcza rozdział o schemacie trójfazowym
- Victor Turner, Proces rytualny. Struktura i antystruktura, przeł. E. Dżurak, PIW — rozdział o liminalności i communitas
- Fryderyk Nietzsche, Jutrzenka, przeł. L.M. Kalinowski — aforyzm 573 o wężu i skórze
- J. Chevalier, A. Gheerbrant, Słownik symboli (hasło „wąż”) — o symbolice odnowy od Mezopotamii po laskę Asklepiosa





